04 września 2014

Małe dziecko, które siedzi we mnie

Podczas pobytu nad morzem miałam przyjemność spędzić z moim synem kilka godzin w bawialni, gdzie prawie nigdy dorośli nie mają prawa wstępu. Miejsce to było ponadto puste, zatem jakieś 30 metrów kwadratowych i około trzech poziomów wzwyż było tylko dla nas. Pokonywanie kolejnych miękkich przeszkód sprawiało mi nie mniej frajdy niż młodemu, jakie to było miłe móc bezkarnie się wygłupiać, skakać i turlać po ukosach zabawowego raju.

Naszła mnie potem taka refleksja, że w zasadzie
dorosłość jest zła, zła pod tym względem, że stale jesteśmy ograniczani określonymi normami zachowania, w pracy, restauracji, w parku, wszędzie musimy się jakoś (czytaj odpowiednio) zachowywać.


Dzieci pod tym względem mają super, nikt nie dziwi się ich dziwnym, nawet złym, zachowaniem, w końcu to dzieci, ich nie obowiązują normy, którym my, dorośli, poddajemy się bezwiednie. Takie dziecko, co najwyżej dostanie plakietkę niegrzeczne, jednak, to nie przeszkadza mu przecież być jednocześnie dzieckiem szczęśliwym. Dzieci nie zastanawiają się nad tym, jak się zachowują, w ich świadomości nie ma czegoś takiego jak dziwne, dla nich wszystko jest normalne. Słowo dziwne, w pełnym jego znaczeniu wpajają dziecku dorośli, które pokazują mu zachowania pożądane i przyjęte przez większość, kiedy zaczynamy się do tych wszystkich bzdur stosować, stajemy się nudni, a kreatywność innych z czasem zaczynamy określać mianem dziwnych zachowań. Sami też zaczynamy się pilnować, co i jak robimy, aby dopasować się do przyjętych norm, niekiedy wyuczeni konkretnych zachowań zapominamy o czymś takim jak naturalne odruchy.

Nawet jak jesteśmy wieczorem sami w domu i zdarzają się nam tzw. głupawki, prędzej, czy później zaczynamy sami siebie strofować, zachowuje się jak wariat, ogarnij się- powtarzamy sami sobie, lub ze strachem myślimy, co by było, gdyby ktoś nas zobaczył, jakby śpiewanie do grzebienia w piżamie było czymś złym. Nie jest niczym złym, co najwyżej jest to dziwne, mimo że każdy z nas to robił to przynajmniej raz w życiu, a większość dużo razy więcej i bardzo dobrze!

Bo wszystkie, dziwne i powszechnie uznawane za infantylne zachowania są tak naprawdę oczyszczające. W świecie, gdzie, wiecznie, wszędzie się od nas oczekuje konkretnych zachowań, wygłupianie się jak dziecko, może sprawić, że nie zwariujemy, od tych wszystkich oczekiwań. Robienie głupich min, fałszowanie wniebogłosy, czy tańczenie ze szczotką, nie odbierajmy sobie tych dziwnych przyjemności, przestraszeni tym, co mógłby sobie ktoś pomyśleć, bo przecież i tak robimy to wszystko, jak nikt nie widzi. Każda z tzw. głupich zabaw pozwala pielęgnować sobie w nas dziecko, które siedzi w każdym z nas. To dziecko może być radosne i ciekawe świata albo duszone kilogramami konwenansów i myśli, że to nie wypada, nie w tym wieku. A co to, kogo obchodzi!

Ja bawiłam się przednio, ganiając się z moim synem w bawialni, mam nadzieje, że Wy też potraficie wydobyć z siebie wasze wewnętrzne dziecko i od czasu do czasu pobawić się z nim w berka.

3 komentarze:

  1. w pierwszej chwili pomyślałam, że spodziewasz się dzidziusia:) od dzieci powinniśmy się uczyć :) może nie tyle infantylności co entuzjazmu i radości:

    Ps. a ja dziś mam głupawkę ---weekend is coming ! :))) przyjemnego dzionka , na Kujawach świeci słonko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wzajemnie! Dużo słońca i zabawy:*

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze.
Spam jest notorycznie ignoruje
Kara