Za prekursora tego stylu uznaje się genialnego Calvina Kleina, marka ta cały czas propaguje modowy androginizm i właśnie minimalizm.
Ja zakochałam się w minimalistycznych kolekcjach Rafa Simonsa, Alexandra Wanga i Jay Ahr, estetyka ta przemawia do mnie całą czystością i spokojem barw, prostotą formy, gdzie można śmiało powiedzieć, że więcej znaczy mniej.
Minimalizm krążył wokół mnie już od dawna, obecnie jest to bardzo silna tendencja zarówno w modzie jak i designie. Pisałam ostatnio nawet artykuł na ten temat, który możecie przeczytać - TUTAJ, pokusiłam się o hipotezę, że jest to styl przyszłości, doskonale wpisujący się w futurystyczne wizje.
Kiedyś, jeszcze przed czasami bloga bardzo lubiłam kolory, wszelakie printy i kombinacje z formą, teraz jestem raczej powściągliwa. Kolor już nie wyraża mojego ja, jak kiedyś, nie znaczy to, że moja dusza stała się miej barwna, a charakter mniej wyrazisty, po prostu nie muszę już tak krzyczeć swoim strojem, dużo pozostawiam sferze domysłów. Kolor pojawia się w moich stylizacjach i owszem, jednak zazwyczaj przemycam go w dodatkach, biżuterii czy butach.
Dzisiejsza stylizacja bazuje na białej bluzie i czarnej mini, którą mieliście okazję zobaczyć ostatnio. Bluza łączy w sobie sprawdzony duet kolorów i jest uszyta z mieszanki poliestru i elastanu, dzięki czemu mimo sportowego kroju można ją założyć nawet do bardziej eleganckich zestawień. Całość uzupełniają dodatki, duża, lakierowana torba w odcieniu beżowym i neonowy naszyjnik.