Wełnianą marynarkę z Zary dostałam w prezencie, bardzo spodobała mi się je faktura, jednak po upływie niemal miesiąca, podczas którego nawet raz po nią nie sięgnęłam zaczęłam się zastanawiać czy aby jej komuś nie dać. Wydawało mi się, że wszystko, co z nią zestawię będzie wyglądać babcinie, jednak marynarka mieszkała w szafie dalej, czekając na lepszy czas. Temperatura spadała coraz niżej, nie chcąc jednak rozstawać się z ulubioną skórzaną kurtką zaczęłam ubierać się na cebulkę, w ruch poszły wszystkie ciepłe rzeczy, bluzy swetry kardigany i właśnie marynarka, która doskonale izoluje od zimna. W końcu, pewnego ranka, na szybkości powstał ten zestaw, który po bliższym przyjrzeniu wydał mi się ok. Najważniejsze jest to, że czuje się w nim dobrze i wygodnie, a to jeden z ważniejszych warunków, które musi spełniać ubranie, żebym je nosiła. Szara kamizelka pod spodem, początkowo była bluzą, jednak odprułam jej rękawy i naszyłam, a właściwie przypięłam agrafkami pacyfkę własnej produkcji, ponieważ zwykły szary dres wydawał mi się nudny. Kraciaste spodnie z terranowy doskonale podkreślają grungeowy klimat całości.Jest tu kilka wzorów i różnych faktur, które z pozoru mogą przytłacz, jednak myślę, że chyba nie przesadziłam:)
pozdrawiam i udanego weekendu!
/