photo moda_zps80a088f8.jpg  photo art_zps34be7ee8.jpg  photo bookkopia_zps859ae36a.jpg  photo Beznazwy1kopia_zps00c4458c.jpg  photo tekstykopia_zpsd32a1574.jpg  photo dom_zps47b17e93.jpg  photo lifestyle_zpsb46220d1.jpg  photo bkopia_zpsd98d996f.jpg  photo Beznbsptytu1420ukopia_zps2bc89d34.jpg

 

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima zła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima zła. Pokaż wszystkie posty

28 stycznia 2014

Cold, so cold

Jestem zdecydowaną antyfanką zimy, mimo narzeka wielu osób na jej brak, ja byłam zadowolona, że mimo stycznia jest na plusie, jednak sielanka, jak każda inna musiała kiedyś się skończyć. Nadszedł mrrrróz. A ja zimę poczułam na swojej skórze dosłownie, właściwie to nawet w kościach.

Pierwszy raz miało to miejsce, podczas zdjęć, które zobaczycie poniżej, namówiłam EM na sesją, wybrał fajne miejsce, pełna entuzjazmu wsiadłam do samochodu, jednak dopiero jak dojechaliśmy na miejsce, poczułam, jak jest cholernie zimno. Był to piątek, wiatr wiał okropny, z każdym jego powiewem zamarzał kosmyk włosów. Zrzuciłam płaszcz i weszłam na szczyt pułki pod wiaduktem, gdzie wiatr był jeszcze bardziej odczuwalny niż na dole. W ciągu kilku minut zamarzły mi dłonie, palce u stóp i rzęsy, ale zdjęcia wyszły dobrze, jestem z nich zadowolona, mimo że musiałam dochodzić do siebie w samochodzie przez chyba 20 minut:)

Co do stylizacji, pierwszy raz pokazuję moje ulubione boyfriendy, są to moje spodnie nr 1, zawsze je lubiłam, nawet zanim jeszcze nie były modne, nie lubiły ich za to moja babcia i mama, notorycznie próbując je spalić tudzież zutylizować, zestawiłam je ze sportowym topem z SinSaya i botkami, kurtka jest założona tylko ze względu na -12 na termometrze, ale nie dało rady jej zdjąć.

Drugi raz, kiedy naprawdę bardzo znielubiłam zimę, miał miejsce wczoraj. Wieczór po 21, wracamy od znajomych do domu, jadąc bocznymi, wąskimi i broń Boże nieodśnieżonymi ulicami, lód zamiast asfaltu, samochód ślizga się z prędkością 20 km/h, ale poruszamy się do przodu. Nagle EM zatrzymuje auto, coś jest nie tak, po oględzinach kół, stwierdza, że dalej nie pojedziemy, zerwał się drążek kierowniczy. Dzwonimy po znajomego, żeby odtransportował nas do domu. Stoimy na kompletnym zadupiu, domów, nic, EM grzebie przy kole, odkręca je, nasz syn zaczyna robić się coraz bardziej niespokojny, gaśnie silnik, zaczyna się robić coraz chłodniej, dochodzi 22, Tymek zaczyna wrzeszczeć, masakra przez duże M. Jednak wszystko kończy się dobrze. Kolega przywiózł mnie i dziecko do domu, EM tymczasowo naprawił auto, tak, aby dojechało do miejsca, gdzie można je spokojnie zostawić i wrócił do domu. Kupiliśmy sobie po grzańcu, zapaliliśmy po papierosie i znaleźliśmy 10 plusów sytuacji.

Taaa...Kocham zimę :/ (brrr)

A wam czy, choć trwająca dopiero kilka dni zima dała się we znaki?