04 czerwca 2014

Na częstotliwości 135-145 - Radio Pezet


Dziś pierwszy post w kategorii muzyka, którą jakiś czas temu wam zapowiedziałam. Trochę się zastanawiałam, od czego zacząć, chociaż chyba podświadomie wiedziałam, że będzie to jakiś wykonawca z gatunku hip-hop, ponieważ to tej muzyki słuchałam najdłużej. Zrecenzuję wam płytę warszawskiego rapera Pezeta, Radio Pezet, która miała swoją premierę dwa lata temu. Nie jest to żadna nowość, jednak nie mogłam sobie odmówić napisania o niej z dwóch powodów, po pierwsze lubię i cenię twórczość Pezeta, po drugie, jest to płyta, która zaczyna, jakiś nowy etap w polskim hip-hopie.

W rytmie dubstepu?

Sam Pezet nie zaprzecza, że płyta brzmi dubstepowo, gdzieś jednak przeczytałam kilka opinii znawców muzycznych, że Radio Pezet brzmi w rytmach grimmie, a ja uważam, że akurat dubstep i grimmie są tak bliskimi gatunkami muzycznymi, że całe to rozwodzenie się nad tym jest bez sensu. W każdym razie całość brzmi w mało rapowym stylu, w zasadzie poza kawałkiem "Co mam powiedzieć", gdzie słychać klasyczne czarne bity, reszta jest mocno odjechana i bardziej elektroniczna. Czy publiczność w naszym kraju jest gotowa na taką płytę? Hm. Odbiorcy, którzy słuchają rapu nie, bynajmniej polscy słuchacze tego gatunku na ogół są mało otwarci na eksperymenty muzyczne, niby je lubią, jednak całość musi nadal brzmieć jak w latach 90'. Klasyka jest w cenie, jasne rozumiem to i nostalgię, za czasami, kiedy hip-hop był w podziemiu, ale jest jeszcze coś takiego jak progres, prawda? Nawet fani Pezeta mogą być co najmniej zaskoczeni. Mnie jego eksperymenty się podobają, Paweł robi coś nowego, wprowadza na rynek nową jakość i stara się wrzucić rap w Polsce na inny pułap, jednak najtrudniej być prorokiem we własnym kraju, prekursorem też, za kilka lat ta płyta byłaby hitem, teraz też jest, jednak dostrzegą to nieliczni. Mam nadzieję, że będziecie wśród nich i wy.









O czym właściwie nawija Pezet?

O imprezach, laskach, ćpaniu chlaniu i pieprzeniu, a tak naprawdę Pezet opowiada o części życia rapera, części i żadnego z tych kawałków nie powinniście brać na serio, no może poza ,,Byłem", która jest jego spowiedzią, pewnym rozrachunkiem ze swoim życiem. Pezet opowiada też o tym, jak łatwo w dzisiejszym świecie pełnym pokus i używek się pogubić, mówi o tym nie tylko ze swojej perspektywy. Opowiada też o pogubieniu się we własnych emocjach i oczekiwaniach od życia, siebie samego, a w tle nostalgiczna Warszawa w deszczu – to o „Na pewno”. Krążek otwiera kawałek P-Z "czyli typowy numer w klimacie bragga, na mocno wkręcającym bicie.





Seks, jeszcze więcej seksu

Erotyka zawsze była mocno obecna w twórczości Pezeta i według mnie jest to jeden z niewielu wykonawców który umie doskonale nawijać o seksie, w sposób nie dosłowny, a jedynie sugestywnie pobudzając wyobraźnię słuchacza. Z jednej strony rozumiem zarzuty o seksizm, gdyż Pezet tak pisze o kobietach, jednak zapominamy, że opisuje tylko kilka typów kobiet, a nie odnosi tego do wszystkich nas, z drugiej do końca nie rozumiem tych zarzutów. W zasadzie pisarze i pisarki, których jest teraz zresztą spory narybek, piszący o seksie, często w sposób dużo mniej finezyjny, nie są o seksizm posądzani, ich twórczość jest ok, a Pezet jest seksistą? WTF? . Kolejny paradoks naszej rzeczywistości. Seks i fantazje na jego temat to „Spis cudzołożnic”, „Supergirl”, jednak każda z kobiet w tych piosenkach jest przedstawiona na tle jakiejś konkretnej relacji. Ja w ogóle nie odnoszę tekstów Pezeta do siebie, ponieważ on opisuje konkretne kobiety, z jego otoczenia.

Ponadto na płycie słychać inspiracje z TV, tak mowa o postaciach takich, jak Charlie Sheen, czy Hank Moody, jest nawet nawiązanie do literatury, czyli kawałek „Spis cudzołożnic”, zapożyczenie od tytułu książki Jerzego Pilcha. Gościnnie na płycie można usłyszeć Fokusa, Mesa, Kamila Bednarka, Aś, oraz Brytyjczyka Killa Kela.








Czy warto posłuchać?

Zdecydowanie, jeżeli chodzi o stronę tekstową, to znajdziecie tam wszystkie motywy i tematy, które są w hip-hopie obecne od dawna. Mimo że płyta na ogół jest zrobiona w mocno imprezowym klimacie, jest to raczej smutna płyta, nieco ironiczna i groteskowa, jednak w gruncie rzeczy smutna (tak, jakby Pezet kiedyś nagrał wesołą płytę :). Jednym z najlepszych numerów jest zdecydowanie „Byłem”, który jest też moim ulubionym kawałkiem z płyty, fajnie słucha się też „P-Z”, „Rock’n’roll”, „Na pewno”, „Supergirl” no i „Slangu2”, który jest takim małym powrotem do przeszłości w świeższej i bardziej aktualnej wersji.

Jednak zdecydowanie warto posłuchać płyty ze względu na bity, mocne, szybkie brzmienia zamknięte w klimatach drum and bassu, jakich nie usłyszycie na płycie żadnego innego rapera w naszym kraju. Płyta ma kopa, jest energetyczna i hipnotyzująca zarazem, Pezet zabiera nas w podróż do innej, rzeczywistości, w klubowym klimacie i fajnie dać się ponieść muzyce.




Słuchaliście płyty? Jakie uczucia?

25 komentarzy:

  1. Uwielbiam Pezeta i przesłuchałam każda jego płytę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tez uwielbiam pezeta. Kiedyś jednak bardziej go słuchałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja słucham przede wszystkim rapu francuskiego i sporo amerykańskiego, twórczość Pezeta nigdy specjalnie mi nie odpowiadała, ale w polskim rapie jest niewielu wykonawców, których cenię.
    Nominowałam Cię do takiej śmiesznej zabawy: liebster award, jeśli masz ochotę się przyłączyć to zapraszam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś słuchałam bardzo dużo amerykańskiego i francuskiego, teraz z kolei więcej polskiego.
      Za nominację oczywiście dziękuję, jednak z braku czasu niestety nie wezmę udziału :(

      Usuń
  4. Blog z klimatem :) Pezta może nie słucham na co dzień, ale lubię jogo kawałki. Pozdrawiam :)

    http://make-upbyamelia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. ja nie lubię Pezeta i płyty nie słuchałem i nie zamierzam

    OdpowiedzUsuń
  6. Według mnie to najlepsze ich płyta *o*
    Dziękuję c:

    OdpowiedzUsuń
  7. Ich? mówisz o Pezecie i Sydneyu? Ale to ich pierwsza wspólna płyta, poza singlem Otwieram wino:)

    OdpowiedzUsuń
  8. świetny post :)
    co powiesz na wspólną obserwację?
    http://gusiaablog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. PEZET JEST SUPER

    pozdrawiam,
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  10. bardzo lubie Pezeta, jako jednego z niewielu raperów :)

    OdpowiedzUsuń
  11. To raczej nie jest mój typ muzyki, który słucham.

    OdpowiedzUsuń
  12. lubię Pezeta, zwłaszcza jego dawną twórczość, jeszcze jak byłam nastolatką ;P teraz słucham go tylko jak jeżdżę samochodem z moim młodszym bratem - on katuje go dość często ;P LOL:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mam kil,ka jego ulubionych kawałków, głównie z płyt produkowanych z Noonem, jednak to jak się rozwinął jest świetne

      Usuń
  13. dziekuję za komentarz :) Ja z reguły słucham amerykańskiego rapu, jednak Pezet jest mi oczywiście znany! pozdrawiam :)

    www.blondeallaround.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie słucham takiej muzyki, ale post bardzo fajny :)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie ♥

    OdpowiedzUsuń
  15. słucham Pezeta od bardzo długiego czasu, uwielbiam jego kawałki ♥

    http://delavie-paula.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. a jak wrażenia po odsłuchu Radia Pezet?

    OdpowiedzUsuń
  17. Słuchałam tej płyty już dawno temu, najbardziej zapamiętałam kawałek ,,Rock'n'roll", bo ma mocny refren, lubię też "Na pewno" i "Byłem", ogólnie brzmieniowo jest to coś zupełnie nowego na naszej polskiej scenie.

    OdpowiedzUsuń
  18. powiem szczerze ze ten gatunek muzyki zwlaszcza w PL wydaniu nie jest mi dobrze znany i rzadko go słucham ale recenzja jest rewelacyjna

    OdpowiedzUsuń
  19. ja słucham tylko kilka jego piosenek ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Słyszałam o płycie, ale nie miałam okazji przesłuchać...że smutna, to u Pezeta chyba norma ;)) pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecam nadrobić zaległości:)

      Usuń

Dziękuję za komentarze.
Spam jest notorycznie ignoruje
Kara