11 czerwca 2015

Jakub Żulczyk - Ślepnąc od świateł - recenzja książki, którą chcesz przeczytać





O czym jest książka?

O kokainie.

O Warszawie.

O świecie bez uczuć i wartości, gdzie tą drugą są pieniądze i władza i nic poza tym. To tak w wielkim skrócie. Ślepnąc od świateł, opowiada historię Jacka, dilera, wróć detalisty kokainy, który pokazuje nam świat, w którym się obraca. Świat ludzi wciągających, bogatych, celebrytów, żon biznesmenów, modelek, polityków i osób z nimi powiązanych. Świat, który fascynuje każdego z was, nawet tych, którzy nigdy nie mieli z narkotykami nic wspólnego i wiedzą jak wyglądają tylko z telewizji. Fascynuje wszystkich, bo to świat zakazany, zły. Jacek obraca się w świecie ludzi z tzw. półświatka, których nikt z nas nie chciałby spotkać na swojej drodze, dla których przemoc jest naturalnym elementem ich pracy, a właściwie zajęcia, bo pracą to ciężko nazwać.

Język, jakim posługuje się Żulczyk, jest językiem specyficznym, przesiąkniętym zapachem ulicy, doprawionym gdzieniegdzie elementami więziennego grypsu, jednak nie można odmówić mu walorów artystycznych. Opis pisarza jest zimny, rzeczowy, jak kamień, który uderza czytelnika mocno w twarz, jest wyrazisty, specyficzny, subiektywny do bólu, zapada w pamięć. W książce jest dużo wulgaryzmów, o ile ja nie jestem zwolenniczką rzucania kurwami na prawo i lewo w tym wypadku jest to konieczne, no bo czy wyobrażacie sobie typów spod ciemnej gwiazdy bez słowa kurwa, stosowanego jako przecinek? Ja nie. Wulgaryzmy tu są uzasadnione i w zasadzie potrzebne, dzięki nim powieść jest realna, chyba.

Na uwagę zasługuje też bogata galeria postaci, wykreowanych przez Jakuba Żulczyka, od Paziny, która jest jedyną jego przyjaciółką, przez ciekawie nakreślone sylwetki klientów, aż po ludzi, z którymi robi interesy. Jego klienci traktują kokainę jako sposób na nudę albo żeby wytrzymać do rana, następnego dnia, tygodnia, miesiąca, są bezrefleksyjni, przedstawieni tylko w kontekście narkotyków lub zajmowanej pozycji, są czytelnikowi obojętni, zupełnie jak Jackowi. Ludzi w jego świecie określają to, czym się zajmują i ile mają pieniędzy, o tym, czy Jacek ich lubi, decyduje to, jak się zachowują i z nim rozmawiają. Jaki jest on sam? Dobrze zorganizowany, pragmatyczny, opanowany, spokojny, inteligentny, pozbawiony emocji, zimny, lubimy go, jednak przeraża nas jego obojętność.

Żulczyk pokazuje nam nocną Warszawę, opanowaną przez pieniądze, alkohol, narkotyki i seks, wszystko, aby zapomnieć, wszystko tylko na chwilę, wszystko bez znaczenia. Warszawę napędzaną na pieniądze, odurzoną kreską, w oparach papierosów. Miasto, jakie opisuje nam pisarz, jest wyraźne i jednocześnie za mglą, jest tłem i zarazem jednym z bohaterów.


Czytając, Ślepnąc od świateł, mamy wrażenie, że wszyscy wciągają, wszyscy są źli, a miastem rządzi mafia, jakaś część prawdy w tym z pewnością jest, ale to tylko jednak strona medalu. W każdym razie książka pochłania bez reszty, wciąga, ja wciągnęłam ją w niecałe dwa dni, po jej zamknięciu nie mogłam spać, cały czas tłukła mi się po głowie i nie dawała spokoju, dlatego koniecznie musicie ją przeczytać.

1 komentarz:

  1. Nie słyszałam o tej książce wcześniej. Bardzo dobra recenzja!

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze.
Spam jest notorycznie ignoruje
Kara