11 marca 2014

Black dres not dress



Takiej obsuwy w moim blogowym życiu nie było już od dawna, ale jak już wspomniałam we wcześniejszym poście, choroba zmiotła mnie zupełnie, dopiero dziś czuję się już lepiej, ok, w porównaniu do zeszłego tygodnia czuję się wręcz świetnie. Jak już dopada mnie jakieś choróbsko, najchętniej zwalczyłabym je jakimiś domowymi sposobami, czyli bańki, trzy dni w łóżku, a wszystko suto podlewane mlekiem z masłem i czosnkiem (tak wiem, za dobre nie jest, ale swoje robi), jednak, praca i syn zupełnie uniemożliwiły mi jakiekolwiek leżenie w łóżku, poza spaniem w nocy, jak więc wyglądało moje leczenie się?

Szczerze mówiąc okropnie, budziłam się obolała, z głową jak sterta kamieni, zatkanym nosem i załzawionymi oczami, pierwsze co robiłam po wizycie w wc to inhalacja z soli fizjologicznych, aby jakoś móc oddychać, potem zacierałam skronie i czoło Amolem, który okazał się zbawienny na moje zatoki, następnie gorący kupek Febrisanu lub Vicsa, dopiero po takim obrządku zaczynałam jakoś funkcjonować. W ciągu dnia 2, do 3 razy wspomagałam się Gripeksem, który jakoś trzymał mnie na nogach, w międzyczasie pływałam w morzu chusteczek i kropelek do nosa, te z kolei jakoś nie chciały mi pomóc, zaczęłam od Otrivinu, jego działanie niestety okazało się zgoła inne niż zachwalają w reklamach, potem przerzuciłam się na Nasic, katar przechodzi, jednak sądzę, że raczej z nudów niż od specyfiku :/

Podsumowując, nafaszerowałam się toną chemii, która jakoś łagodziła objawy przeziębienia, jednak ni w ząb nie poprawiała fatalnego humoru, a szkoda :) Pracowałam, jak należy, ostatkiem sił, kierując palce, ku klawiaturze, ganiałam za niczego nie świadomym synem, który cieszył się jak wariat, widząc mnie, aplikująca sobie krople do nosa, do dziś nie mam pojęcia, co go tak śmieszyło, pewnie, gdyby umiał mówić, może by powiedział. O naturalnych metodach zwalczania chorób mogłam pomarzyć, ale koniec końców, prawie wyzdrowiałam:)

Dziś chodzę na feromonowym haju, ponieważ przyszedł do mnie, niesiony dłońmi boskiego kuriera nowy aparat, ale nim pochwalę się w następnym poście a tymczasem lecę robić zdjęcia nowym cackiem.

A czy wy macie jakieś sprawdzone sposoby na przeziębienie? Czy tradycyjnie przyjmujecie tabletkowy atak, mający zniszczyć złe choróbsko?

Ps. Zupełnie zapomniałabym napisać cokolwiek o dzisiejszym zestawie. Klasyczna dresowa czerń, bluza, którą uwielbiam za nadruk i spodnie, które dostałam w ramach dnia kobiet od EM, są moim idealnym dresem, którego szukałam od dawna jak tylko wpadły mi oko w New Yorker, zakochałam się i chodzę w nich cały czas, jedynym dodatkiem są tutaj buty z ćwiekami na wyższej podeszwie. Zdjęć jest niedużo, ale niestety opuszczona hala okazała się być własnością prywatną i zostaliśmy stamtąd wyproszeni.
pozdrawiam!










15 komentarzy:

  1. Fajna bluza i spodnie ! Świetne fotki !

    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow super cool total black look. Love the sweater so much.

    OdpowiedzUsuń
  3. no cekiny mają swoich wielbicieli i też nie :)

    thx bardzo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja zaliczam się do tych drugich:)

      Usuń
  4. ale masz boskie spodnie! Boski zestaw! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękować dziękować, a spodnie dopiero dziś zdjąłam od niedzieli:P

      Usuń
  5. O matko to faktycznie fatalnie. Ja też nie lubię być chora!

    OdpowiedzUsuń
  6. całość mega, a szczególnie spodnie i buty przypadły mi do gustu!
    ja od trzech lat nie chorowałam, ale mleko z czosnkiem i miodem najlepsze na tego typu infekcje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to masz dobrą odporność, ja każdej jesieni albo wiosny zaliczam przeziębienie :(

      Usuń

Dziękuję za komentarze.
Spam jest notorycznie ignoruje
Kara